War Thunder background
Lublin R-XIII | „Nieudany” nalot
Uwaga! Artykuł został opublikowany na starszej wersji strony. Mogą wystąpić problemy z wyświetlaniem na niektórych przeglądarkach.


Samolot obserwacyjno-łącznikowy Lublin R-XIII, a właściwie Plage-Laśkiewicz R-XIII, początkowo miał być samolotem myśliwskim, jednak po zmianach warunków przetargu został samolotem towarzyszącym. Mimo wszystko marynarka wojenna dostrzegła w nim idealny samolot obserwacyjny. Był on następcą samolotu Lublin R-XIV, jednak z mocniejszym silnikiem i większą powierzchnią nośną skrzydeł. Miał stosunkowo małą załogę bo składającą się zaledwie z dwóch jej członków — pilota i obserwatora. Samolot nie posiadał uzbrojenia ofensywnego, za to obserwator miał do dyspozycji karabin maszynowy Vickers kalibru 7,7 mm zwrócony w stronę ogona. Mimo tego, że w 1939 roku był już bardzo przestarzałą konstrukcją, nadal latało nimi siedem eskadr obserwacyjnych.

Lublin został zaprojektowany w 1931 roku przez inż. Rudlickiego w wyniku przetargu na samolot obserwacyjny polskiej produkcji. Miał on zastąpić samoloty PZL P-7 używane wcześniej w charakterze samolotów rozpoznawczych, lecz nie udało się zastąpić wszystkich P-7 przed wybuchem wojny. R-XIII miał znacznie lepsze parametry od P-7, m.in. prędkość minimalną i maksymalną, prędkość wznoszenia oraz powierzchnię nośną skrzydeł. Został oblatany jeszcze w czerwcu 1931 roku, zaś do służby wszedł rok później, 7 czerwca 1932 roku. Pierwszych 50 samolotów (R-XIII A) zostało zmodyfikowanych i przezbrojonych, w wyniku czego powstały wersje B, C i D. W 1934 roku powstał R-XIII ter z pływakami pod skrzydłami, jednak miał on znacznie gorsze osiągi oraz większe wymiary od poprzednich wersji. R-XII E miał z kolei możliwość podwieszenia bomb o łącznej masie 200 kg, jednak wyprodukowano zaledwie cztery sztuki tak skonfigurowanego Lublina. Ostatnią wersją był opracowany w 1934 roku R-XIII F. Wyprodukowano łącznie 273 samoloty we wszystkich wersjach.

 Konstrukcja Lublina nie różniła się znacznie od konstrukcji R-XIV. Był to dwumiejscowy górnopłat o mieszanej konstrukcji kadłuba ze skrzydłami krytymi płótnem. Podstawową różnicą było zamontowanie większej ilości wręg oraz wykorzystanie w ich budowie stali zamiast drewna. Kadłub był prawie w całości pokryty płótnem, tylko kabina i osłona silnika były stalowe. Całość ważyła 887 kg.

  W 1939 roku w użyciu bojowym było 150 samolotów. 30 zmodyfikowano i wykorzystywano jako samoloty szkolne, a drugie 30 stanowiły samoloty rezerwowe. W czasie kampanii wrześniowej 40 samolotów zostało zestrzelonych (głównie za sprawą artylerii przeciwlotniczej), 10 trafiło do Rumunii, jeden do ZSRR, i po jednym do Węgier i Czechosłowacji.


„Nieudany” nalot na pancernik Schleswig-Holstein

Gdańsk w 1939 r. 

Nieco po godzinie 22:00 wśród bawiących się na Adolf Hitler Strasse w Gdańsku (dziś Grunwaldzka) Niemców nagle zaczynają spadać bomby. W chwilę później ktoś ostrzeliwuje uczestników zabawy z karabinu maszynowego. Ludzi ogarnia chaos, którego przyczyny nie mogą ustalić.

Pytanie tylko, co mogło się zdarzyć, że w Gdańsku takie święto? Co było przyczyną chaosu? Skąd pomysł na coś takiego? Powoli. Pierwsza rzecz. Nie powiedziałem Wam, w jaki dzień odbyła się impreza na Adolf Hitler Strasse. 7.09.1939. O właśnie! Teraz już nieco jaśniej. Tego dnia skapitulowała załoga Westerplatte.

Polscy żołnierze nie dali temu jednak wiary. Podobnie zresztą jak piloci Morskiego Dywizjonu Lotniczego. Już raz wykonano trudną misję zwiadowczą na Lublinie R-XIII (patrol bojowy po Zatoce Gdańskiej przy pełni księżyca 6.09.1939), która mogła być zabójcza ze względu na to, że polska artyleria przeciwlotnicza nie znała sylwetek własnych samolotów i strzelała do czego popadnie lub czasem strącała nie tych, co powinna (tragedia pod Puławami, ale o tym kiedy indziej). Dlaczego zatem nie mogli porwać się na coś szalonego?

Kpt. mar. pil. Józef Rudzki i por. mar. Zdzisław Juszczakiewicz (autorzy wyczynu z 6.09) porwali się na misję zniszczenia Schleswig-Holsteina — pancernika szkolnego, który rozpoczął atak i wspierał zdobycie Westerplatte ogniem swojej artylerii. O 21:30 wystartowali ponownie na R-XIII z kotwicowiska na Półwyspie Helskim z ładunkiem sześciu 12,5-kilogramowych bomb. Pancernika jednak nie znaleźli, bo opuścił port. Za to dobrze oświetlona Adolf Hitler Strasse przykuła ich uwagę. No i wracamy na początek artykułu.

Z reguły mówi się o 30 ofiarach śmiertelnych i wielu rannych, ale raporty niemieckie na ten temat milczą. Jednakże coś w tym mogło być, bo Luftwaffe przygotowało zemstę. R-XIII powrócił około godziny 22:45. A nazajutrz około 7:00 Ju 87 Stuka zbombardował kotwicowisko. Przetrwały dwie maszyny, ale dzień 8.09.1939 roku oficjalnie stał się dniem wyłączenia Morskiego Dywizjonu Lotniczego z walk.


O Autorach:

     

Piotr Pichór, Polski Dział Historyczny War Thunder

Uczeń Gimnazjum Nr 15 w Krakowie i jednocześnie najmłodsza osoba w polskim dziale historycznym. Pasjonuje się polską motoryzacją ubiegłych lat, a także wojskami pancernymi z okresu II Wojny Światowej. Wolny czas poświęca na czynne uczestnictwo w Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej, obecnie w stopniu zastępowego.  

 

 

       

Piotr Korzeniowski, Polski Dział Historyczny War Thunder

Student Technologii Chemicznej na Politechnice Poznańskiej. W wolnym czasie czynnie uczestniczy w życiu uczelni, z zamiłowania dziennikarz, militarysta i pasjonat historii XX wieku. Na jego historyczne upodobania miały wpływ książki, głównie dotyczące uzbrojenia oraz maszyn Państw Osi. W wolnych chwilach pisze własną książkę, recenzje znanych i nieznanych lektur, jest operatorem i reporterem mediów studenckich.

 
 
Czytaj więcej:
Skrzynka z narzędziami!
  • 8 kwietnia 2024
Mad Thunder: Gniew i Grabież!
  • 1 kwietnia 2024
Maszyny z Przepustki Bitewnej: Kungstiger
  • 19 kwietnia 2024
Maszyny z Przepustki Bitewnej: P-51C-11-NT Mustang (Chiny)
  • 18 kwietnia 2024