War Thunder background
Witold Urbanowicz - Wirtuoz powietrznych starć
Uwaga! Artykuł został opublikowany na starszej wersji strony. Mogą wystąpić problemy z wyświetlaniem na niektórych przeglądarkach.


 

Pilot, generał brygady, podpułkownik RAF-u, as myśliwski, autor książek, a przede wszystkim dowódca znanego na całym świecie Dywizjonu 303. Niewielu lotników zdobyło tak wielki szacunek i uznanie jak Witold Urbanowicz. Walczył na wielu teatrach działań w trakcie II wojny światowej osiągając 28 powietrznych zwycięstw. Gdy zmarł, tę smutną wiadomość przekazywały nawet wielkie i znane media, jak New York Times, oddając hołd męstwu naszego asa.

"Generał Witold Urbanowicz, legendarny pilot, który latał na trzech frontach, by stać się najlepszym polskim asem II Wojny Światowej, zmarł w sobotę w szpitalu amerykańskich weteranów na Manhattanie. Miał 88 lat, a swoje ostatnie lata życia spędził w Glendale w stanie Nowy Jork. Brał udział w walkach powietrznych nad Polską, w Bitwie o Anglię oraz w Chinach, będąc członkiem „Latających Tygrysów” generała Claire L. Chennault. Łącznie zestrzelił 28 niemieckich i japońskich maszyn. Za swoje zasługi został uhonorowany najwyższym polskim odznaczeniem wojskowym — Krzyżem Orderu Virtutti Militari — a także wieloma innymi polskimi, chińskimi, amerykańskimi i brytyjskimi orderami wojskowymi. Wśród nich znalazły się m.in. brytyjski Order Za Zasługi oraz Zaszczytny Krzyż Lotniczy. W zeszłym roku został awansowany przez ówczesnego prezydenta Lecha Wałęsę na generała brygady lotnictwa polskiego". (W. Saxon, New York Times, 20.08.1996)

Witold Urbanowicz urodził się 30 marca 1908 roku w Olszance koło Augustowa. W 1930 roku – po zdaniu matury, a następnie ukończeniu we wrześniu kursu unitarnego w podchorążówce piechoty – wstąpił do Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Po jej ukończeniu został promowany na podporucznika i przydzielony do II Nocnego Dywizjonuonu Bombowego w 1 Pułku Lotniczym w Warszawie. Zaliczając po drodze dalsze kursy pilotażu, był kolejno członkiem 113 Eskadry Myśliwskiej i zastępcą dowódcy 111 Eskadry Myśliwskiej. Latem 1936 roku przy wschodniej granicy, niedaleko lotniska w Sarnach na Kresach (obecnie Ukraina) prawdopodobnie doszło do pierwszego powietrznego pojedynku Urbanowicza, w którym to siedząc za sterami swojego P.11a, zestrzelił radziecki samolot rozpoznawczy.

1 października 1936 roku przeniesiono go do Centrum Wyszkolenia Oficerów Lotnictwa, gdzie pozostał aż do rozpoczęcia wojny. W pierwszym tygodniu września 1939 r. brał czynny udział w starciach podczas niemieckich nalotów. Nie ma jednak żadnych potwierdzonych informacji na temat ewentualnych zestrzeleń niemieckich maszyn. Kolejne tygodnie to początek tułaczki przyszłego generała. Najpierw zawędrował do Rumunii, gdzie miał odebrać samoloty przeznaczone dla polskiego lotnictwa, które jednak nigdy tam nie dotarły. Podczas próby powrotu do ojczyzny został schwytany przez sowietów. Zdołał uciec i z portu w Bałcziku dostał się statkiem do Marsylii. Z Francji udał się do Wielkiej Brytanii, gdzie po przeszkoleniu w 6 Operational Training Unit, został przydzielony do 601 Dywizjonu RAF-u, by kilka dni później latać z pilotami 145 Dywizjonu. Ostatecznie 21 sierpnia 1940 roku trafił do polskiego dywizjonu 303 pod dowództwem majora Zdzisława Krasnodębskiego. Niespełna trzy tygodnie później w wyniku poparzeń, jakich doznał dowódca w starciu powietrznym, jego obowiązki w 303. przejął por. Urbanowicz.


 

„Kobra” z jedną z brytyjskich WAAF-ek

Dwa miesiące po dołączeniu do „kościuszkowców”, został przeniesiony do 11 Grupy Myśliwskiej, a następnie – 15 kwietnia 1941 roku – objął dowództwo nad I Skrzydłem Myśliwskim. 1 czerwca wyjechał do USA, gdzie dzielił się doświadczeniem pilota myśliwca, nakłaniał mieszkającą tam polską młodzież do wstępowania do Polskich Sił Powietrznych i jednocześnie szkolił się na najnowszych amerykańskich samolotach myśliwskich: P-38, P-39 i P-40.

Nasz as stwierdził jednak, że jego zdolności będą bardziej przydatne na bezpośrednim zapleczu frontu. W 1942 roku wrócił do Wielkiej Brytanii, by odbyć kurs instruktorów w II Flying Instructors School w Montrose. Następnie został przydzielony do 16 Service Flying Training School – polskiej jednostki szkolnej przygotowującej naszych lotników do służby w RAF-ie. Późną jesienią 1942 roku dostał przydział jako attaché lotniczy przy polskiej ambasadzie w Waszyngtonie. Rok później, po wcześniejszych rozmowach z gen. Channaultem, wsiadł na pokład DC-4 i udał do Chin. Tam w składzie 26 Fighter Squadronu, a następnie w słynnej grupie „Latających Tygrysów” – 75 Fighter Squadron walczył z Japończykami. Lotnicy polscy na ogół bardzo uważali, by nie meldować o zestrzeleniach, których nie byli pewni. Dostrzegła to angielska prasa. Jeden z dzienników pisał o polskich myśliwcach: „W czasie bitwy o Londyn latali na Hurricanach, zestrzelili 126 Niemców. Traktowali poważnie przepisy RAF, by zgłaszać certs (zestrzelenia pewne) i probables (prawdopodobne). Jeden z nich wrócił, odstrzeliwszy ogon bombowca i posławszy go ku ziemi w płomieniach. «Nie zgłaszam go — powiedział — bo nie widziałem, jak się rozbił».

Odznaczenia, kolejno od lewej: z gen. Sikorskim – order Virtuti Militari, z mjr Channaultem – Air Medal, m.in z Zumbachem po otrzymaniu Distinguished Flying Cross.

Pytano mnie nieraz o moje konto zestrzeleń w czasie II Wojny. Różne źródła podają różne cyfry, więc przedstawiam stan faktyczny. W Bitwie o Wielką Brytanię zestrzeliłem 17 samolotów, na Dalekim Wschodzie 11, z czego 6 samolotów w czasie walk, natomiast 5 samolotów podczas ataków na lotniska japońskie w Chinach i na Taiwanie, w momencie ich startu lub lądowania. Po powrocie z Chin w roku 1944 dokumenty złożyłem w Polskim Inspektoracie Lotnictwa w Londynie.(„Świt zwycięstwa” W. Urbanowicz)

W 1944 roku wrócił do Europy, gdzie ponownie został oddelegowany jako attaché lotniczy i pełnił tę funkcję do lata 1945 roku. Po wojnie wrócił do Polski, ale podobnie jak innym bohaterom nie dane było mu cieszyć się „wolną” ojczyzną. Został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa, a po wypuszczeniu z aresztu podjął decyzję o emigracji do Stanów Zjednoczonych. Po wycofaniu się ze służby w 1946 roku, w trakcie której w polskim lotnictwie osiągnął stopień majora i podpułkownika w angielskim, podjął pracę jako pilot komunikacyjny w American Airlines. Był także konsultantem do spraw produkcji w kilku amerykańskich firmach lotniczych, działaczem w Stowarzyszeniu Lotników Polskich oraz w Stowarzyszeniu Amerykańskich Asów Myśliwskich.


 

Z Arkadym Fiedlerem, autorem książki „Dywizjon 303”

W 1973 roku przeszedł na emeryturę, a w 1995 z rąk prezydenta RP Lecha Wałęsy, odebrał awans na generała brygady lotnictwa polskiego. Zmarł 17 sierpnia 1996 roku w szpitalu weteranów. Pochowany na cmentarzu w Doylestown przy Narodowym Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej. Pozostawił po sobie kilka książek, przepełnionych barwnymi opisami swoich przeżyć jako pilota: Myśliwcy, Świt zwycięstwa, Początek Jutra, Ogień nad Chinami.

"Horyzont zatoczył się i znikł, orzę brzuchem niebo, słońce przelatuje przez kabinę, potem chmury i parę samolotów. Tamten trzyma się ogona, wciąż grzeje, ze skrzydeł mu się świeci. Jestem na plecach. On także, trzyma się tuż za mną. Robimy regularną pętlę w dwójkę, jak w tańcu. Trzyma się drań mojego ogona, ale przestał strzelać. Świadomość, że będę żył jeszcze parę sekund, dodaje mi ducha. Parę sekund to jest bardzo wiele". („Ogień nad Chinami” W. Urbanowicz)

"Czasami Papa (szef mechaników - przyp. autora) „podkręcał” ich na starcie: „Świecę, psiakrew, zaoliwisz, nie trzymaj tak długo silnika na gazie przed startem! Szybko, spadochron na grzbiet, tyłek w garść i wpychaj się do kabiny! Szuraj! Na wojnie nie będzie takiego gadu-gadu z kolegami przed startem, trzeba będzie wyrywać w powietrze jak jasna cholera. Bo jak nie wyrwiesz, to cię zrębią. No?”. I pomagał podchorążym „wpychać się” do kabiny. A że był bardzo silny - wyglądało to często tak, że podrzucony jego łapą podchorążak wjeżdżał do kabiny głową w dół. Lubili go bardzo i szanowali, był dla nich pierwszym autorytetem w obsłudze maszyn. I wiedzieli, że jeśli któryś z nich podłamie samolot przy lądowaniu - Papa będzie pracował całą noc, ale rano grat będzie „chodził za ręką” jak dziewczyna w tańcu". ( „Początek jutra” W. Urbanowicz).

 


Marcin Gołąbek „flyingdemon”

Nigdy nie lubiłem historii – moje dziedziny to matematyka i fizyka. Dzięki War Thunderowi zainteresowałem się historią maszyn pancernych z okresu I i II Wojny Światowej, a obecnie nawet lotnictwem tamtego okresu. Mąż i ojciec.

Współpraca: Mikołaj Sułkowski, Bartłomiej Kalemba 

Polski Dział Historyczny   

Czytaj więcej:
Skrzynka z narzędziami!
  • 8 kwietnia 2024
Mad Thunder: Gniew i Grabież!
  • 1 kwietnia 2024
Thunder Show: GORĄCA ATMOSFERA
  • 13 kwietnia 2024
Świętuj Dzień Lotnictwa i Kosmonautyki zdobywając tematyczne oznaczenie!
  • 12 kwietnia 2024