War Thunder background
1 Dywizja Pancerna | Rocznica „D-Day”
Uwaga! Artykuł został opublikowany na starszej wersji strony. Mogą wystąpić problemy z wyświetlaniem na niektórych przeglądarkach.


Cromwell z 10. Pułku Strzelców Konnych, jednostka ta, etatowo, jako pułk zwiadowczy była wyposażona w czołgi pościgowe, w przeciwieństwie do 1. i 2. Pułku Pancernego, których trzon stanowiły Shermany V. Z prawej czołg mijają ciężarówki Bedford QLT i Ford WOT2E.  

Alianci z góry zakładając głęboki rajd w głąb Francji potrzebowali dziesiątki tysięcy ciężarówek, by zapewnić sobie dobre zaopatrzenie jednostek. Niemcy z kolei bardzo cierpieli w tej kwestii, gdyż w dużej mierze i transport był oparty na zarekwirowanych koniach. Autor grafiki: Piotr Jawień, Fictorque


W lutym 1942 Władysław Sikorski, piastujący stanowisko naczelnego wodza, wydał rozkaz sformowania 1 Dywizji Pancernej, na czele której stanął generał Stanisław Maczek. Była to pierwsza w historii Polski tak duża jednostka wojsk pancernych. W jej składzie znalazły się między innymi: 24 Pułk Ułanów oraz 10 Pułk Strzelców Konnych. Odznakę dywizji stanowił husarski szyszak wraz ze skrzydłami, który przez nieznających kontekstu Brytyjczyków był nazywany „wiewiórką”.

Polscy żołnierze wyczerpani walką z liczniejszym i dobrze wyposażonym wrogiem po kampanii wrześniowej i francuskiej mieli wreszcie sposobność, by dokładnie przygotować się do powtórnej walki na nowym brytyjskim sprzęcie.

Po licznych szkoleniach i ćwiczeniach na wyspach pod koniec lipca 1944 roku cała Dywizja została przerzucona do Normandii poprzez improwizowany port w Arromanches i została przydzielona do 1 Armii Kanadyjskiej, w której oprócz jednostek polskich i kanadyjskich znalazły się także jednostki brytyjskie, czechosłowackie i belgijskie.

Chrzest bojowy dokonał się 8 sierpnia 1944 roku, kiedy to rozpoczęła się operacja Totalize, w której 1 Polska Dywizja Pancerna wraz z 4 Kanadyjską Dywizją Pancerną rozpoczęła na południe od Caen ofensywę, której celem było przerwanie niemieckiego frontu. Polacy zostali jednak zatrzymani niedaleko od pozycji wyjściowych. Operacja przebiegała chaotycznie. Kanadyjczycy w nocy zgubili drogę, a następnego dnia pojawili się na otwartym polu i znaleźli się w celownikach Panter. Planowane przebicie się 20 km w głąb pozycji niemieckich szybko okazało się niemożliwe do osiągnięcia. Sytuację pogorszył 14 sierpnia nalot 8 Armii Powietrznej, która przez pomyłkę zbombardowała polskie jednostki, wyłączając 10 Pułk Strzelców Konnych z walki.

Alianci byli jednak w stanie szybko uzupełnić straty i ruszyć naprzód. A kształt frontu stał się dla Niemców bardzo niekorzystny. 16 sierpnia Kanadyjczycy zajęli Falaise, zamykając tak zwany kocioł pod Falaise. Hitler, poinformowany o sytuacji, zezwolił na wycofanie niemieckich jednostek za rzekę Dives. Rozpoczęła się intensywna, ale zorganizowana ewakuacja. Polacy dostali za zadanie zablokować ją, gdy reszta sił miała nacierać od pozostałych stron. W sztabie 1 Dywizji Pancernej gen. Maczek zdecydował się skupić na zajęciu pozycji na północ od Mont Ormel — na wzgórzu 262, z którego świetnie dało się kontrolować drogę Chambois-Vimoutiers. 18 sierpnia Polacy podjęli próbę zajęcia Chambois, jednak miejscowość została opanowana dopiero następnego dnia przez elementy 4 Kanadyjskiej Dywizji Pancernej.

 

Sławetne zdjęcie spod maczugi w okolicach Chambois, idealnie pokazujące jak zacięte walki były w tej okolicy. Z lewej widoczny wrak Shermana V z 1. Lub 2. Pułku Pancernego, a z prawej wrak transportera Sd.Kfz. 251, oraz czołgu Pathera Ausf. D z I./ SS-Pz.rgt. 2  

Tego też dnia 1 Pułk Pancerny wraz z dwoma batalionami strzelców podhalańskich uderzył na wzgórze 262. Żołnierz 1 Pułku Pancernego, Marian Słowiński, tak wspomina pierwsze chwile na szczycie:

My na górze, a w dole w odległości 600-1000 metrów parły na wschód olbrzymie masy wojsk niemieckich. Dosłownie wszystko. Czołgi, wozy pancerne, artyleria, furmanki konne. Padła rozkaz ognia! Ponad 50 czołgów otwiera ogień z dział i karabinów. Ja swoim czołgiem p-lot, na którym miałem 2 karabiny maszynowe kal. 22 mm, stałem na prawym skrzydle (po mojej lewej stronie stał mjr Proszek) i otworzyłem, właściwie rzygnąłem pociskami fosforowymi w tę kupę wycofujących się Niemców. Wozy, paląc się, leciały z góry. »Koziołkując«, wybuchały.

Czołgi trafione waliły się w przepaść. Panika u Niemców. A nasza armada pułkowa waliła w te zaskoczone masy jak najdokładniej. Amunicji nie wolno było marnować. Każdy pocisk musiał i był trafny. Był to dzień dla mnie pełen satysfakcji za lata poniewierki. Dzień jak się zdawało przybliżający nasz powrót do wolnej Polski.

Niemcy stopniowo zdali sobie sprawę z przebiegu sytuacji. Jedyną szansą na ewakuację było związanie Polaków walką.

Jakkolwiek wzgórze zapewniało świetne pozycje strzeleckie, ale słabe schronienie, niestety uniemożliwiało dostarczenie zaopatrzeń. Ppor. Jan Potworowski tak przedstawiał walki w nocy z 19 na 20 sierpnia:

Zmieniamy ugrupowanie. Niemcy wyraźnie ocknęli się z zaskoczenia i nie mamy już złudzeń, że jesteśmy obserwowani ze wszystkich stron. Stoję teraz tuż przy łysym wzgórzu, skąd roztacza się wspaniały widok na kierunek, z którego przyszliśmy. Zachodzi smutne normandzkie słońce. Ale na ziemi, którą przeszła wojna, ciągle jest jeszcze jasno od pożogi. Blady wystraszony księżyc przygląda się zastygłym twarzom poległych. (...) Wypadki toczą się szybko. Na szosach z kierunku, z którego przyszliśmy, roi się od nieprzyjaciela. Idą zwartymi kolumnami, to znowu prześlizgują się małymi grupkami wśród żywopłotów. Otwieramy ogień morderczy, zjadliwy, nade wszystko mściwy ogień naszych dział i karabinów wyszukuje Niemców wszędzie. Kusi podnóże wzgórza, gdzie obserwacja i obstrzał tak bardzo utrudniony, a gdzie przemykają się czołgi i działa. Wysuwamy się na łyse wzgórze coraz bardziej i bardziej do przodu, zaludniając czarnymi sylwetkami Shermanów łysinę.

Nie byłyby to dywizje SS, gdyby nie potrafiły wykorzystać tak dobrego celu. Słup dymu i ognia bucha z sąsiedniego Shermana, a dowódca zwisa bezwładnie na palącej się wieży. Wyskakują z czołgów ludzie-pochodnie, czarne i popalone, kręcą się bezradnie z bólu pod ogniem szpandałów. Słyszę wyraźnie znajomy gwizd 88. Nie mam czasu do namysłu. Palą się inne Shermany. Dwa, trzy, cztery? Zdaje się pięć. Dostajemy ogień z prawej strony, więc tam kierujemy nasze działa, cofając się równomiernie w stronę lasku, szukając zasłony. Ale i tam wrze walka. Walka wręcz. Nasza piechota odpiera zajadłe przeciwuderzenia niemieckie.

Przez cały następny dzień Niemcy próbowali wypchnąć Polaków z ich pozycji. Walki — nawet pancerne — schodziły do minimalnych odległości. Obydwie strony ponosiły ciężkie straty, ale to Niemcy mieli więcej do stracenia. Dopiero 21 sierpnia 4 Kanadyjska Dywizja Pancerna dotarła do Mount Ormel, luzując wyczerpanych Polaków.

Zamkniecie kotła niewątpliwie należy traktować jako wielkie zwycięstwo aliantów. Straty wroga to około 10 tys. zabitych i 50 tys. wziętych w niewolę, jednak Niemcom i tak udało się wycofać połowę z okrążonych sił. Sama zaś 1 Dywizja Pancerna straciła 11 Shermanów i około 250 żołnierzy, jednak zniszczyła 6 Panter, 8 PzKpfw IV, Tygrysa i niezliczone ilości pojazdów transportowych oraz zadała straty w wysokości około 550 zabitych i 1500 pojmanych.

Do końca miesiąca Dywizja regenerowała siły, by wraz z początkiem września wyruszyć w dalszy pościg na wschód...


Piotr oraz Mateusz Jawień, Polski Dział Historyczny War Thunder

Czytaj więcej:
Zdobądź PLZ 83-130 w wydarzeniu Inferno Cannon!
  • 18 kwietnia 2024
Skrzynka z narzędziami!
  • 8 kwietnia 2024
Oznaczenie na Dzień Wyzwolenia Włoch!
  • 25 kwietnia 2024
Nagłe uderzenie: Niemieckie czołgi zdobyczne
  • 24 kwietnia 2024

Komentarze (0)

Commenting is no longer available for this news