War Thunder background
Dywizjon 303: Jest nas tylko sześciu...
Uwaga! Artykuł został opublikowany na starszej wersji strony. Mogą wystąpić problemy z wyświetlaniem na niektórych przeglądarkach.


Film jest dostępny wraz z napisami w języku polskim


Drodzy Gracze, 

niezwykle miło nam zaprosić Was na piąty odcinek serii Dywizjon 303" pod tytułem „Jest nas tylko sześciu...", w reżyserii Dawida Muszyńskiego. Projekt powstający we współpracy z Polskim Działem Historycznym, a także najlepszymi, polskimi dywizjonami ma za zadanie przybliżyć Wam nie tylko doświadczenia i niezwykłe przygody polskich lotników, ale także odkryć przed Wami całkowicie nowe oblicze historii  awiacji. 

Scenariusz bazuje na znakomitych publikacjach dotyczących samego dywizjonu, w tym „Sprawie Honoru” Lynne Olson i Stanleya Clouda, „Dywizjonie 303: walce i codzienności” Richarda Kinga czy znanej każdemu lekturze Arkadego Fidlera „Dywizjonie 303”.

W powietrznej walce nie zawsze przewaga leży po stronie pilota, który posiada szybszą i lepiej uzbrojoną maszynę. Największą bronią nie są bowiem ani karabiny maszynowe, ani działka, ani niezawodne lotnicze silniki — najważniejszą rolę odgrywają oczy.

Pilot myśliwca musi pierwszy dostrzec nieprzyjaciela i szybko ocenić zmieniającą się sytuację w chaotycznej walce, błyskawicznie rozpoznać, skąd nadejść może śmiertelne niebezpieczeństwo, kiedy strzelać, a kiedy szybkim zwrotem salwować się ucieczką. Szybka identyfikacja wrogiego samolotu, a później pewny, zdecydowany atak — tylko w ten sposób można było przetrwać w podniebnym piekle.

Jednakże myśliwiec nie mógł pozwolić sobie na strzelanie „na pokaz” z dużej odległości — znacznie lepsze efekty przynosiło maksymalne zbliżenie się do wrogiego samolotu po to, by zniszczyć go precyzyjnym ostrzałem. Polscy piloci już od pierwszych dni walk na angielskim niebie starali się stosować taką taktykę — narzekali jednak na zbieżność karabinów maszynowych swoich Hurricane’ów. Zgodnie z zaleceniami RAF ustawiano ją na odległość 360 metrów, co utrudniało trafianie w istotne części maszyn wroga podczas ataku z bliska. Gdy Ronald Kellet nakazał zmianę zbieżności uzbrojenia na 200 metrów, myśliwcy z Dywizjonu 303 mogli jeszcze skuteczniej posyłać na ziemię samoloty Luftwaffe.



Choć wzrok i orientacja na polu bitwy niektórych pilotów były wprost niezwykłe („Po walce wymieniał tyle szczegółów, że wierzyć się nie chciało. Widział wszystko, co się zdarzyło i co każdy z nas robił” — wspominał Witolda Urbanowicza jeden z amerykańskich lotników), to często zdarzały się sytuacje, w których błędna identyfikacja pobliskiego samolotu mogła w ułamku sekundy decydować o życiu lub śmierci.

W takiej sytuacji znalazł się 3 września 1940 roku John Kent, który w pogoni za Messerschmittem Bf 109 nie dostrzegł, że zbliżający się z prawej strony samolot to nie jego skrzydłowy, lecz włączający się do boju Niemiec. Życie Kanadyjczyka zawisło na włosku — jednak łaskawy los zesłał mu anioła stróża w postaci Jana Zumbacha, któremu udało się przegonić wroga.

Podobnych pomyłek było oczywiście więcej — jeszcze w trakcie kampanii wrześniowej Marian Pisarek zestrzelił omyłkowo polskiego Karasia. Jednakże błędy w identyfikacji samolotów wynikały nie tylko z nieuwagi pilota. Ważną rolę odgrywała propaganda, która już od pierwszych dni wojny wprowadzała w błąd żołnierzy i wywiad wroga. W trakcie zmagań wojennych we wrześniu 1939 roku Niemcy ze zdziwieniem dostrzegali, że polskie samoloty, z którymi przyszło im walczyć, to nie silnie uzbrojone PZL P.24 o których słyszeli podczas szkoleń, lecz przestarzałe i znacznie słabsze PZL P.11.



Także w bitwie o Anglię dochodziło do podobnych pomyłek. Wielu alianckich myśliwców (był wśród nich także czeski as Josef František) zgłaszało zestrzelenie nie Messerschmitta Bf 109, lecz… Heinkla He 113. Skąd wziął się ten samolot w raportach bojowych? Otóż był to wynik działania niemieckiej propagandy, której celem miało być osłabienie morale obrońców Anglii.

W ich oczach Heinkel He 113 nazywany także Super Verfolgungsjäger (supermyśliwiec pościgowy) stał się tak wielkim zagrożeniem, że nakazywano nawet unikania walki z tą maszyną. Liczne publikacje i tablice identyfikacyjne oparte na niemieckich fotografiach potęgowały tylko poczucie zagrożenia. Dopiero po wojnie Alianci przekonali się, że He 113 nigdy nie istniał, a jego rolę odgrywały przemalowane prototypy nieprodukowanego seryjnie myśliwca He 100, które fotografowano na wielu lotniskach, by spotęgować wrażenie, że już wkrótce nad Anglią pojawi się nowa broń Luftwaffe.

Tak oto został obalony jeden z lotniczych mitów, który opisywał cudowny, niezwykle szybki i groźny myśliwiec mający przynieść zwycięstwo III Rzeszy. Dziś wiemy, że były to jedynie propagandowe zagrywki, lecz w czasie wojny strach i niepewność bywają równie groźne jak bomby i pociski.

 

WSPIERAJĄ NAS: 


 

 


Zobacz również poprzednie odcinki: 

Odc. 1 Turyści Sikorskiego  Odc. 2 Kiedy zaczniemy latać?  Odc. 3 Pierwsza bitwa
Odc. 4 Towarzysze Broni    

O Autorze:

     

Mateusz Żurek, Polski Dział Historyczny War Thunder

Student Prawa w krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. W wolnym czasie piszę wiersze, gra na gitarze, miłuje się w starym, polskim rocku i skleja modele. Historią interesuję się od najmłodszych lat, szczególnie w zakresie wojskowości, a także problematyki społecznej starożytnego świata, przez sarmacką Polskę po czasy nowożytne. 

 

Polski Zespół War Thunder, Bartłomiej Kalemba 

Czytaj więcej:
Zdobądź Jaguara IS w wydarzeniu Miecz Sprawiedliwości!
  • 15 lutego 2024
Oglądaj Thunder CUP 2024 i zgarniaj wyjątkowe nagrody z Twitch Drops!
  • 13 lutego 2024
Buccaneer S.2B: Zawadiacki pirat przestworzy
  • 28 lutego 2024
Karty Historii (marzec): Na wojennych skrzydłach
  • 28 lutego 2024

Komentarze (0)

Commenting is no longer available for this news