War Thunder background
Kapral Wojtek
Uwaga! Przestarzały format wiadomości. Treść może nie być wyświetlana poprawnie.
Uwaga! Artykuł został opublikowany na starszej wersji strony. Mogą wystąpić problemy z wyświetlaniem na niektórych przeglądarkach.


„Czy słyszeliście o Wojtku — legendzie swoich czasów? Był wielkim niedźwiedziem brunatnym. Gdy był jeszcze malutki, znaleźli go polscy żołnierze, a on nie odstępował ich na krok”.

Tak w wolnym tłumaczeniu zaczyna się angielska piosenka, do której tekst napisał Robert Owen, o chyba jednym z najbardziej niezwykłych polskich żołnierzy — kapralu Wojtku — który służył w 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2 Korpusie Polskim dowodzonym przez gen. Andersa.

Osieroconego przez matkę niedźwiadka żołnierze karmili rozcieńczonym skondensowanym mlekiem z butelki po wódce za pomocą szmacianego smoczka, co spowodowało, ze Wojtek bardzo polubił napoje wyskokowe.

Świeżo utworzona kompania na szlaku swej wędrówki przechodziła przez Iran. Udający się do Kandaharu żołnierze napotkali na swej drodze młodego chłopca, który na plecach niósł tajemnicze zawiniątko. Widząc zabiedzonego dzieciaka, zatrzymali się i podarowali mu kilka puszek konserw, lecz ich zainteresowanie wzbudził tobołek.

Po rozpakowaniu okazało się, że jego zawartość jest zaskakująca — ich oczom ukazał się mały niedźwiedź brunatny, który rozpaczliwie zaczął dopominać się o jedzenie. Na podjęcie decyzji nie trzeba było długo czekać. Polscy żołnierze zdecydowali, że za kilka puszek konserw odkupią niedźwiadka od chłopca i zaopiekują się nim. By jak najszybciej zaspokoić jego głód, rozcieńczyli mleko skondensowane w butelce po wódce, a ze szmat skręcili prowizoryczny smoczek.

W ten sposób kompania została opiekunką niedźwiedziego malucha, któremu kapral Piotr Prendysz nadał imię Wojtek. Gdy miś był mały, opieka nad nim nie nastręczała kłopotów. Sypiał w namiocie kaprala Prendysza i wraz z nim jeździł w szoferce ciężarówki, czym wzbudzał sensację, gdziekolwiek się pojawili. Jednak z racji tego, że Wojtek był niedźwiedziem, wkrótce tak urósł, że zaczął potrzebować większych racji żywnościowych.

Za sprawą dowódcy kompanii został wpisany na listę żołnierzy, otrzymał stopień szeregowca, książeczkę wojskową i żołd, który zamieniono mu na dodatkową rację żywnościową. Wojskowa administracja brytyjska nie widziała w tym niczego niewłaściwego, bowiem w Wielkiej Brytanii od lat istniał zwyczaj utrzymywania przez niektóre pułki zwierząt-maskotek.

Najchętniej jeździł w szoferce pojazdu, tak długo jak tylko mieścił się obok kierowcy. ​

Ulubioną rozrywką Wojtka były zapasy, które uprawiał z żołnierzami. Jednak mimo swoich rozmiarów i siły nigdy nie zrobił im krzywdy. Regularnie stawał z nimi na warcie, ci zaś częstowali go papierosami, które zjadał i popijał piwem.

Gdy na początku 1944 roku kompania otrzymała rozkaz udania się do Włoch, by wziąć udział w kampanii włoskiej u boku zachodnich aliantów, zaczęły się kłopoty, bowiem angielski oficer ładunkowy za żadne skarby nie chciał wpuścić Wojtka na pokład. Okręt MS Batory był już prawie gotowy do opuszczenia portu, ale ewidencja załogi wskazywała brak jednego z szeregowców. "Gdzie jest Wojtek Mis?" - Kiedy przed Anglikiem sprawdzającym listę obecności stanął blisko 2-metrowy niedźwiedź, ten oniemiał ze zdumienia.

- „Ależ to nie jest człowiek!” - skomentował.
- „Szeregowy Wojtek Mis budzi ducha walki w polskim żołnierzu!”, padło natychmiastowe wyjaśnienie.
„A, to co innego... Wojtek the bear is welcome!”

22 Kompania dotychczas nie brała bezpośredniego udziału w walkach. Pod Monte Casino czekał ją jednak chrzest bojowy. Bezskutecznie szturmowane przez Amerykanów, Brytyjczyków i Nowozelandczyków wzgórze w kwietniu 1944 roku zaatakowali Polacy.

Z powodu trudnych warunków terenowych samochody pełne pocisków artyleryjskich nie mogły podjechać w pobliże strzelających baterii. Żołnierze ręcznie donosili pociski do stanowisk. Ku zaskoczeniu jednego z nich, podającego z paki ciężarówki skrzynie z pociskami, do samochodu podszedł również Wojtek i wyciągnął łapy.

Po chwili zawahania i osłupienia żołnierz zdecydował się jednak podać niedźwiedziowi jedną ze skrzyń, a ten z największą ostrożnością zaniósł ją na stanowisko. Nie był to jednorazowy gest Wojtka. Nosił pociski do końca dnia, a następnego znów ruszył do pracy.

Regularnie stal z żołnierzami na warcie, pomagał w noszeniu ciężkich ładunków, uwielbiał zapasy z kolegami.  

Widząc, jak Wojtek pracuje w pocie czoła, pomagając kompanom, jeden z żołnierzy narysował na kartce papieru niedźwiedzia niosącego pocisk. Rysunek stał się wkrótce emblematem 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii. Malowano go na każdym samochodzie, a żołnierze z dumą nosili go na swoich mundurach.

O wyczynach dzielnego niedźwiedzia dowiedziała się również prasa brytyjska i amerykańska, a alianccy żołnierze zazdrościli Polakom popularności. Wszyscy nie dowierzali i przychodzili podziwiać Wojtka.

Po kapitulacji Niemiec żołnierze snuli plany powrotu wraz z niedźwiedziem do Polski i marzyli o tym, by przejść razem ulicami Warszawy w paradzie zwycięstwa. W doszczętnie zniszczonej stolicy stacjonowały jednak wojska radzieckie. Zakończenie działań wojennych poskutkowało przetransportowaniem 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii do Glasgow, gdzie Wojtek stał się ulubieńcem całego obozu i okolicznej ludności. Nawet miejscowe Towarzystwo Polsko-Szkockie mianowało go swoim członkiem, a Wielka Brytania żyła opowieściami o niedźwiedziu-żołnierzu.

Wychowany wśród ludzi przekonany był o swoim własnym człowieczeństwie i wkrótce miał się stać jednym z najbardziej znanych żołnierzy.  

Demobilizacja jednostki wojskowej wymusiła podjęcie bardzo smutnej decyzji. 15 listopada 1947 roku Wojtek trafił do zoo w Edynburgu. Chociaż wiódł tam spokojne życie i był odwiedzany przez tłumy gości, brakowało mu towarzystwa dawnych kompanów.

Ci, gdy go odwiedzali, ku zdziwieniu pracowników zoo wskakiwali do jego wybiegu i bawili się w nim w zapasy jak za starych czasów. Jednak takie szczęśliwe dla niedźwiedzia chwile zdarzały się coraz rzadziej, dlatego też stawał się ospały i markotny. Ożywiał się tylko wtedy, gdy usłyszał polskie słowa.

Zmarł 2 grudnia 1963 roku w wieku 21 lat. O jego śmierci informowały brytyjskie rozgłośnie radiowe, stacje telewizyjne i gazety. Kapral Wojtek stał się cząstką historii i sławy polskiego oręża, a także ambasadorem promującym go na całym świecie.


Źródła:

  1. https://kresy.wm.pl
  2. https://www.niedzwiedzwojtek.pl/
  3. https://www.magazynpolonia.com
  4. https://pl.wikipedia.org
  5. https://miswojteksopot.org

Marcin "Cain85" Bania, Zarząd Polskiego Działu Tłumaczeń

Miłośnik motoryzacji, lotnictwa i symulatorów wyścigowych. Fan F1 i piłki nożnej. W wolnych chwilach zajmuje się rysowaniem, a w towarzystwie nie pogardzi partyjką w gry planszowe. Na co dzień sprzedawca części samochodowych.

Czytaj więcej:
Zdobądź korwetę Alcione w wydarzeniu Lot Albatrosa!
  • 17 lipca 2024
Oglądaj Armored Apex 2024 i odbieraj unikalne nagrody z Twitch Drops!
  • 12 lipca 2024
Obligacje Wojenne: „Skuteczny Snajper”
  • 24 lipca 2024
Lot Albatrosa: Alcione
  • 24 lipca 2024