War Thunder background
Polskie Lotnictwo we Francji
Uwaga! Artykuł został opublikowany na starszej wersji strony. Mogą wystąpić problemy z wyświetlaniem na niektórych przeglądarkach.


Curtiss Hawk 75, No.12, Polskie Siły Powietrzne we Francji, 1940 r. Kamuflaż wykonał DarkSoul79  | Pobierz Tutaj


    "Widziałem, jak Władek uruchomił broń pokładową, ale Heinkel He-111 – on to był bowiem – uciekał na pełnej mocy silników, chcąc wejść w chmurę, strzelcy pokładowi ostrzeliwali się gęsto. Zbliżyłem się do Niemca na odległość około pięciuset metrów. Chmura była tuż tuż. Uruchomiłem działko i karabiny maszynowe - Relacja Wacława Króla z lotu patrolowego nad Francją.

Dobrze uzbrojone Morany były skutecznym narzędziem w rękach polskich lotników. 

    W październiku niebo nad naszą ojczyzną przestało być świadkiem waleczności polskich lotników. Personel lotniczy śladem armii ewakuował się na Węgry i do Rumunii, gdzie zostali internowani. Stan ten nie trwał jednak długo, Polacy uciekali z internowania do Francji, gdzie trwała już organizacja Polskich Sił Zbrojnych. Zwierzchnikiem lotnictwa został gen. dyw. pil. Józef Zając, który też przedostał się do Francji z Rumunii. Dla polskich lotników Francuzi przeznaczyli lotnisko Bron, niedaleko Lyonu. Dowódcą został płk pil. Stefan Pawlikowski. Dotychczas przebywali w tymczasowych obozach, gdzie brakowało miejsc do spania, żywności czy odzieży. Zmieniło się to zaraz po zakwaterowaniu w Bron, podczas pobytu w bazie, piloci korzystali z prywatnych kwater w mieście, dostali samochód do dyspozycji, a po służbie mogli korzystać z kasyna oficerskiego. Zgodnie z polsko-francuską umową wojskową, Polacy zachowali swoje stopnie i dostali takie same przywileje jak ich francuscy koledzy. Personel naziemny dostał kwatery w koszarach przy lotnisku, gdzie utworzono polskie Centrum Wyszkolenia Lotnictwa, które w lutym 1940 roku otrzymało samoloty szkolne, oraz myśliwce Morane-Saulnier MS-406.

    Do końca 1939 i na początku 1940 roku został podpisany szereg umów wojskowych, zgodnie z którymi we Francji miały powstać 4 dywizjony myśliwskie, 2 bombowe i 2 rozpoznawcze. Podczas pobytu we Francji udało się jedynie przeszkolić pilotów myśliwców. Na samolotach których mieli używać Polacy, na bokach kadłuba miały być malowane biało-czerwone szachownice, a na skrzydłach francuskie znaki rozpoznawcze.  Żołnierze dla których nie było etatów w Polskich Siłach Powietrznych, byli wcielani do francuskich dywizjonów, głównie w Afryce Północnej. W połowie maja 1940 roku stworzono tam, w bazie Maison koło Algieru, polską eskadrę myśliwską latającą na archaicznych już wtedy półtorapłatowcach Nieuport NiD-622, osiągających zaledwie 270km/h, mającą osłaniać bazę w Maison-Blanche przed włoskimi samolotami, szczęśliwie dla pilotów, do momentu ewakuacji do Anglii nie doszło do kontaktów bojowych. 

   Porozumienie z Francuzami przewidywało też przeszkolenie na samolotach Morane-Saulnier MS-406 w Centre d`Instruction d`Aviation de Chase w Montpelier. Do przeszkolenia wyznaczono 2 dywizjon myśliwski krakowsko-poznański, dowodzony przez maj. pil. Mieczysława Mümlera, jednego z legend polskiego nieba 1939 roku. Pierwsze loty na Moranach odbyły się 3 lutego. Lotnicy nie mieli problemu z nauką latania na nowych maszynach. Były szybsze, zwrotniejsze, a 2 karabiny maszynowe 7,5mm i działko 20mm strzelające przez piastę śmigła, dawało dużo większą siłę ognia od samolotów na których było im dane walczyć w Polsce. Ostatni pilot, który tego dnia wsiadł do Morana, sierż. Leopold Flanek, dał pokaz ułańskiej fantazji, gdy zamiast łagodnie podchodzić do lądowania, zanurkował w dół i dopiero na wysokości 50m podciągnął maszynę, wykonując potem kilka pętli, beczek i zawrotów, a następnie po skończonym pokazie, łagodnie postawił samolot na pasie. Francuzi od tego momentu nie mieli już wątpliwości co do umiejętności Polaków, przez co kilka dni później zakończyli szkolenie, które planowane było na 4 miesiące.

   Po ukończonym szkoleniu, brakowało maszyn dla polskich lotników, w związku z czym Montpelierczyków, jak ich już wówczas nazywano, postanowiono rozesłać do francuskich dywizjonów myśliwskich, by nabyli doświadczenia bojowego. Utworzono 6 kluczy po 3 maszyny, każdy z dopisanym dwoma pierwszymi literami nazwiska dowódcy. Inne klucze myśliwskie, luźne i tzw. Kominowe (nazwa wzięła się od roli jaką miały spełniać takie klucze: osłaniać ośrodki przemysłowe) nie posiadały numeracji. Wraz z końcem marca klucze odleciały na lotniska frontowe.

   W lutym sformowano 3 dywizjon myśliwski, nazywany „fińskim”, który razem z brygadą Strzelców Podhalańskich mieli wspomóc finów w walce ze Związkiem Radzieckim. Zostali oni przeszkoleni na maszynach Caudron Renault CR-714, 50 takich Finlandia zakupiła od Francji. Duża awaryjność silnika, ciasnota kabiny czy słabsze niż w Moranach uzbrojenie sprawiły że piloci nie przepadali za tymi maszynami. W marcu 1940 roku, podpisano rozejm pomiędzy Finlandią a ZSRR, przez co planu nie zrealizowano.

Przez ciasną kabinę i awaryjność piloci nie darzyli CR-714 sympatią

   6 kwietnia przemianowano dywizjon „fiński” z racji bycia jedynym w pełni przeszkolonym polskim dywizjonem, na 1 Warszawski dywizjon myśliwski, zgodnie z francuską nomenklaturą wojskową od tej pory był to 1/145 Groupe de Chase Polonaise de Varsovie. W przeddzień ataku III Rzeszy na Francję, dywizjon posiadał 20 myśliwcó MS-406.

   10 maja spadły pierwsze bomby na bazę Lyon-Bron. Samoloty wykryto praktycznie dopiero na kilkanaście sekund przed bombardowaniem. Powodem był przestarzały system ostrzegania, Francuzi korzystali z lotnisk pokojowych, a dozór przestrzeni powietrznej polegał na posterunkach obserwacji wzrokowej i słuchowej, Niemcy wiedząc o tym często zmieniali kursy i prędkość maszyn. Klucz alarmowy wystartował, jednak nie doszło do walki z przeciwnikiem. 12 maja przyszedł kuriozalny rozkaz od francuzów. 1/145 miał się przezbroić w samoloty Caudron Renault CR-714, 36 przestarzałych i o dużo gorszych osiągach maszyn. Lotnicy jednak pokazali, że potrafią latać i skutecznie walczyć nawet na takich maszynach, bo już 13 maja sierż. Flanek zestrzelił Heinkla He-111, a wyczyn ten powtórzył jeszcze trzy dni później, jednak przypłacając go życiem. 2 czerwca przeniesiono dywizjon na lotnisko Dreux oddalone o 60km na południowy zachód od Paryża. Tam podczas patrolu por. Tadeusz Czerwiński i ppor. Aleks Żukowski zestrzelili dwa Heinkle He-111 z trzech, które próbowały ukryć się w chmurach. Przez bombardowania lotnisk, osiem dni później dywizjon posiadał już jedynie 12 sprawnych maszyn. Udało im się otrzymać kilka nowoczesnych myśliwców Bloch-152, na których walczyli aż do kapitulacji Francji.

   Klucze które walczyły we francuskich dywizjonach myśliwskich wyróżniały się równie dużą walecznością, były rozsiane głównie na lotniskach okalających Paryż. Jeden klucz, nr 1 kpt. Stefana Łaszkiewicza, udało się nawet wyposażyć w nowe, jeszcze ze świeżą farbą myśliwce Hawk 75, będące wersją eksportową Curtissa P-36.

4 klucz por. Kazimierza Bursztyna, który został przydzielony do 3/1 dywizjonu myśliwskiego, operującego od 16 maja z lotniska Boos pod Paryżem. Ppor. Chciuk  w okolicach Charleroi próbował zestrzelić Dorniera Do-17, osłanianego przez messerschmitty Bf-109, po walce Chciuk uszkodzoną maszyną musiał lądować w przygodnym terenie. Słabo znał francuski, przez co wycofując się z uciekinierami został wzięty za niemieckiego szpiega i oddany żołnierzom spotkanym przy moście na Sommie cztery dni później. Miał sporo szczęścia. Na posterunku na który go zabrano spotkał lekarza wojskowego, znajomego z lotniska Narrent Fontes. Od niego dowiedział się, że na opuszczonym lotnisku polowym znajduje się jeszcze jeden sprawny MS-406, którym później odleciał przy pomocy francuskiego mechanika. Udał się na lotnisko Boos. Koledzy witali go z niedowierzaniem, gdyż został uznany straconego. Już następnego dnia wykonywał kolejny lot bojowy, tym razem całym dywizjonem w rejonie Montdidier, gdzie napotkali blisko 60 bombowców wroga razem z eskortą. Wywiązała się zażarta walka w której i tym razem Chciukowi nie dopisało szczęście. Uszkodzonym Moranem musiał lądować w polu, w dodatku ze schowanym podwoziem, kilka kilometrów od Beauvais. I tym razem podejrzewali go żandarmi o szpiegostwo, udało mu się szybko wytłumaczyć i na znalezionym rowerze wrócić spokojnie na lotnisko.

   19 czerwca rozpoczęto ewakuację Polskich Sił Zbrojnych do Anglii. Polacy wykazali się niezwykłą walecznością. Maszyny francuskie, mimo, że dużo nowocześniejsze od Polskich z jesieni 1939 roku, ustępowały pod wieloma względami niemieckim myśliwcom. Przez wielkie umiejętności pilotażu i zawziętości lotników, udało im się zestrzelić 51 maszyn wroga, przy stracie 11 własnych, osiągając imponujący stosunek zwycięstw. 12 z nich przypisuje się 1/145 dywizjonowi myśliwskiemu, który nad Francją stracił 3 pilotów. Polacy kolejny raz pokazali ogromny profesjonalizm i odwagę, która ponownie dała się poznać, ale tym razem już nad angielskim niebem.

Bibliografia: 

  •  W. Król, Polskie skrzydła nad Francją, Warszawa 1986, s. 99.

 Adrian Makuła - "Student historii, pasjonat militariów XIX i XX wieku, głównie lotnictwa i wozów opancerzonych II Wojny Światowej, członek Związku Strzeleckiego.


Polski Dział Historyczny

Czytaj więcej:
Oglądaj Air Superiority 2024 i odbieraj wyjątkowe nagrody z Twitch Drops!
  • 10 maja 2024
XM800T: Odważna zręczność
  • 24 maja 2024
FOX-3: Pociski z samonaprowadzaniem aktywnym
  • 24 maja 2024
Wedle Harmonogramu: Oddzielne Klasyfikacje Bitewne dla różnych trybów + Więcej informacji
  • 22 maja 2024