Uwaga! Artykuł został opublikowany na starszej wersji strony. Mogą wystąpić problemy z wyświetlaniem na niektórych przeglądarkach.
9 marca 2015

Dziennik Bojowy - Wyniki!


Konkurs jest częścią cyklu imprez gamingowych MSI Dragon University.


Drodzy Piloci oraz Czołgiści, 

Zakończyliśmy nasz konkurs na najlepszy "Dziennik Bojowy", który współorganizowaliśmy wraz z MSI Polska. Wasze prace wywołały niezwykły szum podziwu wśród komisji, niektórzy czytali w ciszy opowiadanie za opowiadaniem, zaś inni spoglądali z zaciekawieniem na przygotowane przez Was grafiki. 

Po długich dyskusjach oraz naradach prezentujemy Wam naszych zwycięzców, którzy otrzymają zestawy premium od War Thunder oraz atrakcyjne nagrody od MSI Polska.

Szczegóły: 

  • Prace nie były poddawane przez organizatorów żadnym zabiegom edycji względem zasad pisowni języka polskiego. 
  • Laureatów naszego konkursu prosimy o kontakt przy pomocy prywatnej wiadomości na Facebooku z liderem polskiego zespołu. 

I Miejsce

Michał J. Adamczyk


II Miejsce

Kacper Guzinski

"1 kwietnia 1945 roku. Bum! wybuch wstrząsa pojazdem. - SU-152 na 12, kumulacyjnym ognia! - Drę się na Hansa, który desperacko kręcąc korbkami, obraca wierzę,naprowadzając ją na radzieckiego potwora. Herman wprowadza do zamka pocisk z żółtą obręczą.. - Hans strzelaj, strzelaj cholera jasna!- Krople zimnego potu spływają mi po czole, gdy obserwuje sowiecki czołg. W myślach dosłwonie widze załogę, która w pocie czoła próbuje przygotować swoją maszynę do oddania kolejnego strzału, z swojej potwornej haubicy 152 mm. Ona już nigdy nie wystrzeli. 
 

Bum! CIelsko czerwonej besti otwiera się, a jej trzewia wylatują wysoko w górę. Paszcza któtra niedawno wysłała w naszą stronę potęzną falę energi, teraz stoi wbita głęboko w ziemię. Ostatni poległ 
Gdy już myślę że to już koniec, gdy już wypuszczam z ulgą powietrze z płuc, moim oczom ukazuję się kolejna fala radzieckich czołgów. Kolejny legion piekieł zmierza w naszą stronę wzbijąjąc tumany kurzu, obalając drzewa, niszcząc krzaki. Wiem, wszyscy wiemy że to ostatni z jakim się zmierzymy. 
- Co macie wybitę na klamrach? - Przez mikrofon zadaję pytanie.
Meine Ehre heißt Treue! - Odpowiadają chórem moi podkomendni. - 
-Przyżekaliście wierność do śmierci. Skopcie te ich czerwone tyłki i zabierzcie do piekła tyle, ile się da! - Kończę moją przemowę i mój czołg rusza, a za nim cała 4. kompania, 2. batalionu, 2. dywizji pancernej SS - Das Riech. - Do zobaczenia w Valhali, kammerad! - nie mogę sobie odmówić epickiego zakończenia. 


Niczym średniowieczni rycerze, na swych rumakach ruszamy równym rzędem w stronę wroga. Tygrysy bengalskie raz, po raz strzelają. Czołgi naszego przeciwnika wyaltują w powietze, rozrzucając dookoła swoje pozostałośc, a reszta niewzruszona, pędzi naprzód. To będzie nasz koniec. Bum! Nasz czołg dostaję bezpośrednie trafienie.
- Załoga opóścić pojazd! Dostaliśmy bezpośrednie trafnienie! - Wydaję rozkaz załodzę, po czym otwieram górny właz i wydostaję się na zewnątrz. Tuż po tym, mój Tygrys obrywa po raz drugi. Fala uderzeniowa odrzuca mie, dochodzi do pożaru. Co chwilę to tracę przytomność, to ją odzyskuję. W jednym z takich przebłysków świadomości widzę Hansa zmienonego w żywą pochodznię, biegającego po polu. Może to iluzjia? Może już nie żyję? Nie, nie ....... jeszcze nie. 
Gdy odzyskuję przytomnośc po raz trzeci, to po radzieckich czołgach nie ma śladu. Pole wygląda jak jakieś przedziwne cmentarzysko, a raczej zbiorowa mogiła. Usiane jest płonącymi wrakami naszych i wrogich maszyn. Usiane jest ciałami poległych, z obu stron: bogatych i biednych, oficerów i szeregowych. Nie ważne kim byli przedtem, teraz wszyscy są równi, tacy sami. 
Resztką sił podnoszę się i idę w przed siebie. W resztkach wioski znajduję wejście, do piwniczki. Nie zastanawiam się dlaczego akurat ona, jako jedyny twór ludzkich rąk przetrwała tą masakrę. Wszystko dookoła zmienione jest w totalną ruinę. Z drewnianych, pięknych niegdyś chat zostały tylko gołe kominy. 


Płaczę, płaczę po wszystkich: Po Hansie, który zamienił się w żywą pochodnię; po całej kompani, po rodzinie którą w Dreźnie pogrzebały Amerykańskie bomby, po dziewczynie której nie zdążyłem powiedzieć dwóch magicznych słów, którą też dosięgły brunatne skrzydła śmierci. Po dzieciach i kobietach, po ludziach którzy w tej wojnie zgineli. Gdy już nie mam czym płakać, do mych uszy dociera warkot silnika i stukot wojskowych butów, raz, po raz uderzających w grunt. Idą po mnie. Przyrzekłem że będę wierny do śmierci, i byłem. Ona stoi przedemną, a ja rzucę się w jej otwarte ramiona i powitam jak starego, dobrego przyjaciela. Smak metalu w ustach, będzie ostatnim jakiego zaznam, gdy pociągnę za spust."


- Dzienniki prowadził SS- Obersturmführer Paul von Rahen


III Miejsce

Tomasz Radioactiv Tomaszewski


IV Miejsce

Kamil Cuber​

15 Kwietnia 1945r.
"Dzisiaj po raz pierwszy widziałem B-17 Latające Fortece. Ich widok zadziwił mnie a potem zaciekawił. Kilkadziesiąt wielkich stalowych gigantów na jednym lotnisku. Jakby dla porównania obok stały myśliwce eskorty P-51 Mustangi. Po krótkich poszukiwaniach znalazłem ,,swój” samolot. Nie wyróżniał się niczym szczególnym, nawet nie miał napisanej nazwy jak przy innych. Wkroczyłem do środka i przeraziłem się ładunku. Kilka ton bomb znajdowało się w środku. Jednak załoga całkiem się różniła od maszyny, radośni chłopcy którzy przeżyli swój pierwszy lot. Wszyscy czekali na swój drugi lot na Berlin z zapałem, oprócz dowódcy starego pilota. Szybko dotarła do mnie wiadomość o kapitanie. Podobno podczas jednego z nalotów odłączył się od grupy i zniżył lot aby ugasić płonący silnik, jednak nad ziemią zaatakował go Bf 109. Z całej załogi przeżył lot tylko on, cała reszta zginęła od ognia myśliwca. Reszta załogi powitała mnie z radością gdyż od kilku dni czekali na nowego strzelca pokładowego. Nie miałem jednak dużo czasu żeby się zapoznać z kolegami, dowództwo zaplanowało na dzisiaj następny nalot. Miało w nim brać udział kilkadziesiąt B-17 wraz z eskortą. Koło południa zebraliśmy się koło samolotów czekając na rozkaz do wylotu. Za kilka minut ogłoszono wylot. Bombowce włączyły silniki i rozpoczęły wznoszenie. Tyle widziałem zajmując miejsce w dolnej wieżyczce. Wznoszenie zajęło nam trochę czasu ale widok bezkresnego błękitu i bieli chmur umiał uspokoić. Pomimo mimo wielu godzin w powietrzu czuło się zdenerwowanie, niby tak samo jak podczas treningu ale czuło się napięcie. Niedaleko celu zaczęła się psuć pogoda. Lecieliśmy w chmurach czekając na sygnał do bombardowania. Nagle jednak dźwięk silnika stał się jakby głośniejszy. Kilka sekund potem krótka seria z broni i widzę spadający bombowiec bez połowy skrzydła. Z trudem przełknąłem ślinę i rozejrzałem się wokół. ,,Luftwafe”- pomyślałem i ciarki przeszły mi po plecach. Przed szkoleniem wiele się nasłuchałem o tym lotnictwie i po prostu się ich bałem. Ale w koszarach żarty kolegów osłabiły mój strach. Jednak teraz w powietrzu to słowo nabierało nowego znaczenia. Dla wielu to oznaczało że śmierć nadlatuje. Cały czas usilnie wpatrywałem się w niebo dokoła siebie jednak nic nie było widać gdyż od kilku chwil mżył drobny deszczyk. Nagle usłyszałem warkot silnika i na kilka sekund zobaczyłem myśliwiec. Był to Fw 190. Jednak było już za późno parę szybkich błysków i obok mnie przeleciała seria pocisków. Zaraz z samolotu odezwały się jęki rannych. Nie były to głosy wesołych chłopaków co na lotnisku, teraz jęczeli z bólu po trafieniu. Starłem drżącą ręką pot z czoła, jednak nie czułem bólu. Nie trafili mnie. Cichy zgrzyt metalu uświadomił mi gdzie jestem. Na kilka sekund zobaczyłem spadające bomby. Nagły napływ radości skończył się gdy zobaczyłem silniki samolotu. Jeden nie działał, a drugi stał w płomieniach ! Na dodatek rozpoczęła się kanonada dział przeciwlotniczych. Rozpętało się prawdziwe piekło na niebie, a w tym piekle leciała nasza nieszczęsna wyprawa. Jednak bomby zostały zrzucone i wracaliśmy na lotnisko. W czasie tych przemyśleń które trwały najwyżej minutę, jednak dla mnie ciągnęły się bez końca nie spostrzegłem nadciągającej śmierci. Pocisk z działa leciał nieubłaganie w nasz samolot i wybuchł dokładnie obok mojej wierzy. Tych chwil w których oderwało moją wieżyczkę i wołałem o pomoc nie sposób opisać. Wszystkich uczuć które leciały mi przez umysł nie sposób opowiedzieć.

Wisiałem prawie pod samolotem dopóki nie wciągnęły mnie do środka czyjeś silne ręce. Zobaczyłem twarz pilota lecz gdy chciałem mu podziękować od tylko wskazał na tylne miejsce strzeleckie i powiedział: ,,Chcesz mi podziękować ? To zajmij tamto stanowisko.”. Czasem lepiej człowiek reaguje machinalnie więc bez namysłu tam poszedłem. Ale na stanowisku ktoś siedział. Gdy chciałem się odezwać zobaczyłem tego człowieka. Trup. Miał jedną wielką dziurę w czaszce. ,,Boże pomóż mi…”- pomyślałem i zająłem jego miejsce. Wylecieliśmy z chmur i spoza zasięgu dział, teraz czekały na nas myśliwce. Nasza eskorta uwijała się jak mogła jednak Niemców było zbyt wielu. Popatrzyłem przed siebie. Prosto na nas leciał Fw 190. Zamknąłem oczy wbrew wszystkich reguł i nacisnąłem spust. Po dłuższej chwili otworzyłem oczy. Myśliwiec leciał nadal za nami jednak teraz z podpalonym silnikiem jakby chciał zginąć razem z nami. ,,Spadaj wreszcie !” – krzyknąłem. I jakby usłyszał zaczął spadać na ziemię. Chciałem jeszcze raz wystrzelić z karabinów jednak okazało się że są zacięte ! Wracaliśmy teraz bez jakiejkolwiek obrony. Szybko zauważyłem że nasz samolot leci na początku jednak nie ma takiej samej wysokości co inni. Wszystkie bombowce nie wyglądały lepiej od nas jeśli w ogóle leciały. Teraz myśleliśmy że to koniec nieszczęść. Ale najgorsze czekało nas na lotnisku. Podczas schodzenie do lądowania nie wysunęło się nam podwozie. To było groźniejsze od artylerii czy myśliwców. Wiele razy widziałem samoloty lądujące bez podwozia i prawie zawsze kończyło się to katastrofą. Teraz wszystko zależało od pilota. Wstałem i ciągnięty jakąś niepohamowaną siłą rozpocząłem zabieranie rannych do kabiny pilota. Dowódca widział co robię jednak nie protestował.

Ostatnie metry od pasa i lądowanie na ,,brzuchu”. Silne uderzenie odrzuciło mnie do tyłu. Zaczęło się. Znowu się odezwały jęki rannych jednak teraz nie było to ważne. Teraz liczyło się to czy wyjdziemy z tego z życiem. Kilkanaście metrów szorowaliśmy naszym bombowcem po pasie. Wreszcie samolot się zatrzymał. Żyliśmy i teraz to się teraz liczyło. Chciałem wyjść do tyłu samolotu i wydostać się stamtąd jednak teraz poczułem straszne przerażenie. Nie mieliśmy ogona ! Cały tył został daleko za nami. Wiedziałem co by się stało gdybym nie zabrał rannych do kabiny pilota. Wszyscy by zginęli. To był drugi i ostatni lot tego samolotu oraz niektórych z nas jednak wojna nadal trwa. Jeszcze może być wiele takich sytuacji ale chcę teraz opisać mój jedyny udział w tej wojnie. Żeby wszyscy znajdujący się w trudnej sytuacji wiedzieli że z wszystkiego da się wydostać.


Wyróżnienia 

Jordan Chojnowski 

"Bezwymiarowa biała niczym mleko przestrzeń otaczała mnie, leciałem w niej niczym ptak, bez wysiłku pędząc w jakimś kierunku którego nawet nie potrafiłem określić. Byłem sam, bez maszyny, w absolutnej ciszy mknąc przed siebie bez celu. Jak we śnie.Otworzyłem oczy.To nie był sen.


Nie rozumiałem tego. Wczoraj położyłem się spać, jak zawsze potwornie zmęczony po locie - a teraz jestem gdzieś, w jakimś dziwacznym miejscu i czasie. Może dalej śnię? Może umarłem? Wróg zbombardował koszary zabijając mnie gdy spałem i jestem w czyścu? Nie, nie ma czyśćca - jest tylko piekło jakim jest ta wojna… Jurgen, ogarnij się! Przestań bawić się w poetę stary durniu. Nie czas na sentymenty! Skup się! Strzępy wspomnień wracały do mnie powoli. Tak… Gdzieś leciałem, coś ważnego błąkało się na skraju pamięci, coś bardzo istotnego… Nagła jasność oślepiła mnie niczym nocny reflektor. Zmrużyłem oczy i dopiero po dłuższej chwili zobaczyłem za plecami szachownicę pól, poprzetykaną mchem lasów. Spadałem.SPADAŁEM! Szybko, spadochron! Szarpnięcie. 


Nagła eksplozja bólu w lewej nodze ocuciła mnie tak brutalnie, że przemożnie zapragnąłem komuś solidnie przyłożyć. Tak - pamiętam! Atakowałem tego cholernego Mustanga, widziałem jak dostał, jak odpadały z niego fragmenty poszycia a potem moim samolotem coś wstrząsnęło i straciłem skrzydło wpadając w jakiś dziki korkociąg. Nie wiem co to było - inny Mustang, seria z Latającej Fortecy, czy może jeszcze coś innego. Nieistotne. Rzucało mnie po całym kokpicie pomimo zapiętych pasów i wiedziałem, że muszę otworzyć kabinę i wyskakiwać. Robiło mi się czarno przed oczami, kopałem w owiewkę z całej siły - to ostatnie co jeszcze potrafię sobie przypomnieć. Nie wiem czy w końcu udało mi się wyskoczyć, czy może prozaicznie wypadłem z maszyny jak szmaciana lalka po czym straciłem przytomność a potem ocknąłem się lecąc przez chmury.
Nieważne… Będę miał kolejne punkty, może nawet dostanę Liście Dębu do mojego Krzyża Żelaznego… Ten kretyn Schopny pęknie z zawiści że mam więcej zestrzeleń od niego… Dobrze… Dobrze… Jeszcze tylko jakoś wylądować w jednym kawałku... Jestem już nisko... Widzę domy… Kombinezon na lewej nodze już cały czarny... Szlag, musiałem stracić sporo krwi… Spokojnie… Damy radę... Jeszcze tylko ostatni raz spiąć pośladki do lądowania bo sobie jeszcze te swoje nieszczęsne nogi połamię a szkoda byłoby teraz się przekręcić… Nie po tym wszystkim... Szum w uszach… Ledwo widzę… Cholera, musiałem jednak mocno dostać… Jakaś łąka… Jeszcze chwila… Udało się… Dziwne… Nic nie poczułem, tylko niebo i ziemia zamieniły się miejscami… Jak pięknie… Leżałem już na plecach a spadochron opadł na mnie niczym prześcieradło na trupa… Ha! Humor mnie nie opuszcza... Dobry znak… I znów ta biel… Tak, to płótno spadochronu… Chyba… Biel była ostatnim, co zapamiętałem...

 

Wawrzyniec Muszyński-Sulima

"7 października 1944, U76 był już 2 tygodnie w morzu. Morale naszej załogi było tak kiepskie jak sytuacja na froncie. Nikt nie wierzył w zwycięstwo, jednak sumiennie wykonywaliśmy naszą pracę. Kapitan Walther nie mówił o swoich poglądach, ale wszyscy wiedzieliśmy, że podziela nasze. O godzine 19:43 Günther wypatrzył kilka okrętów płynących kursem 70, na pewno do Wielkiej Brytanii. Szybko padł rozkaz zanurzenia i utrzymywania ciszy. Po 10 minutach usłyszeliśmy głos kapitana "Numer 1, Loss, Numer 2, loss" dwie torpedy zostały wystrzelone. Wszystkie maszyny wyłączono i czekaliśmy przy dźwięku tykającego stopera. Minęło 15 minut, usłyszeliśmy eksplozje. Cała załoga wydała radosny okrzyk, lecz szybko zamilkli, znali zagrożenie. Było to pierwsze nasze zatopienie od 2 miesięcy i miało być naszym ostatnim. Usłyszeliśmy okręt nad nami, po chwili drugi i trzeci. Wiedzieliśmy, że wróg dokładnie wie gdzie jesteśmy. Bomby głębinowe wpadły do wody, czekaliśmy. Po chwili, eksplozja. Woda zaczęła wlewać się do środka. Oficerowie meldowali:
"Przeciek wody w tylnej wyrzutni"
"Sonar nie sprawny"
"Przeciek w kwaterach"


Wszyscy patrzyli na kapitana. Z kamienną twarzą powiedział: "Wynurzenie"
Po 20 min byliśmy już na powierzchni. Na tym etapie wojny ciemność nie była już żadnym schronieniem, radary zaraz nas wykryły. Kapitan Walther nakazał całej załodze zejście na łodzie ratunkowe, sam pozostał w środku. Opuszczając naszego u-boota typu IX mój kolega Helmut szepnął mi do ucha "Skubany zatopi okręt!"
-Co? Nie, niemożliwe! - powiedziałem


-Zobacz, Jego żona nie żyje, syn nie żyje bądź jest w ruskich rękach, co ma do stracenia?
Podpłynęliśmy pod najbliższy niszczyciel brytyjski. Patrzyliśmy jak okręt zanurzał się w otchłani morza. Nikt z nas nic nie mówił. Patrzyliśmy smutnym wzrokiem w kierunku U76. Zanim zniknął pod wodą wszyscy zasalutowaliśmy. Nie na chwałę rzeszy, lecz ku pamięci dobrego człowieka.Tak wojna zakończyła się dla nas, a wkrótce miała zakończyć się dla wszystkich. 


Polski Zespół War Thunder

Dyskutuj na Forum

Pliki Cookies

Strona korzysta z plików Cookies. Kontynuując przeglądanie strony wyrażasz zgodę na korzystanie z tych plików.